Ciepło kominka roznosiło się po całym pomieszczeniu, a wraz z nim cudowny zapach lilii. Ciepła herbata z cytryną była idealna na wieczór z ciekawą lekturą. A muzyka Leonard'a Cohen'a dopełniała wszystko.
Elizabeth Other siedziała na starym bujanym fotelu, otulona ciepłym kocem, a w ręku trzymała jeden z pierwszych egzemplarzy Balladyny. Choć na chwilę chciała wrócić do przygód z dzieciństwa, beztroskiego życia. Kiedy to George - jej starszy brat - zabierał ją nad rzekę, gdzie razem budowali szałasy. A późnym wieczorem wracali do domu, by posłuchać bajek wymyślonych przez tatę. Nadal pamiętała zapach sosny wymieszany z nutą pierniczków, który zawsze roznosił się po niewielkim domu.Ta książka była pierwszą którą przeczytała za dziecka. To właśnie ona jedna przywoływała tyle wspomnień.
Wysoka, trzydziestoletnia detektyw - choć mogłoby się wydawać, że ma zaledwie dwadzieścia sześć lat, o oliwkowej cerze. Duże karmelowe oczy skrywające tyle uczuć i tajemnic. Pełne malinowe usta i lekko zadarty do góry nos. Osoba o anielskim wyglądzie. Tak właśnie wyglądała Pani Other. Kobieta bardzo inteligentna i pełna energii, o lekko wybujałej wyobraźni. Czasem trzeba było zastanowić się dwa razy, a nawet trzy nad sensem jej wypowiedzi. Osoba o ciekawym usposobieniu. Wyjątkowych zainteresowaniach i hobby.
***
Następnego dnia, późnym popołudniem do gabinetu Elizabeth zapukała sekretarka, by oznajmić przybycie Will'a Kroel'a. Will był jednym z miejscowych lekarzy. W Hilltown* był najlepszym albo prościej mówiąc jednym z trzech lekarzy, jacy zamieszkiwali miasteczko. Choć był już po sześćdziesiątce, swój zawód wykonywał bardzo dobrze.
Po chwili znów rozległo się pukanie, tym razem spowodowane przybyciem doktora Kroel'a.
- Proszę - ciche, ale jednak słyszalne słowo, wydobyło się z ust Liz.
Mężczyzna średniego wzrostu, z lekką siwizną wkroczył niepewnie do gabinetu. Po czym odezwał się swoim grubym głosem.
- Dzień dobry Mrs.Other. Mam sprawę...
- Dzień dobry. Może pan usiądzie? - Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny. Ten odwzajemnił gest i przysiadł na przeciwko Elizabeth.
- Więc co to za sprawa, panie Kroel?
- Sytuacja jest nieco trudna. Na policję nie mogę z nią iść...bo by mnie wyśmiali. Wie pani, jacy policjanci są w naszym miasteczku... - powiedział smutno, lecz po chwili krzyknął szczęśliwy. - Ale pani! O tak, pani będzie umiała mi pomóc.
Kobieta zaśmiała się lekko, często słyszała o tym, jak zmienny humor ma doktor Kroel, ale nie spodziewała się, że plotka może okazać się prawdą. Jeżeli chodzi o policjantów w Hilltown, to nigdy nie zabierali się za sprawy na prawdę poważne. Drobne kradzieże owszem. Nie było nic trudnego w złapaniu jakiegoś dzieciaczka, który ukradł jakieś jedzenie czy słodycze. Gorzej było, gdy w grę wchodziły obrabowane domy czy większe wykroczenia. Wtedy udawali, że nic się nie stało i tak sprawa po jakimś czasie cichła.
- Więc doktorze, o co chodzi? - powiedziała już spokojnie, ale nadal z uśmiechem na twarzy.
- Ooh...no tak. Więc chodzi o mojego zięcia. Zawsze gdy przylatuje z moją córką, Sophie, w odwiedziny zachowuje się dziwnie. Nie chodzi o to, jak traktuje mnie. Martwię się o Sophie. Jest jakaś smutna. Nie chce ze mną rozmawiać i, co najgorsze, gdy Mark wychodzi z domu ona po prostu zamyka się w pokoju. Sprawa nie jest niby poważna...
- Rozumiem. Czy próbował pan z nią o tym porozmawiać? - przerwała.
Nie raz już prowadziła podobną sytuację, ale ta była nieco inna. Kobieta przyjaźniła się z dziewczyną już parę lat wcześniej, zanim ta wyjechała z Markiem, do USA. Sophie często pomagała jej, jak się wprowadzała, a później gdy otwierała swoje własne biuro detektywistyczne, które działa aktualnie na całą Australię. Główna siedziba jest właśnie tu, w Hilltown. Sophie zawsze chętnie rozmawiała z ojcem. Jeżeli chodzi o jej męża, to od początku nie spodobał się Elizabeth. Stwierdziła, że jest dziwny i zbyt tajemniczy. Do dnia dzisiejszego tych określeń się trzyma.
- Oczywiście! Próbowałem, żeby to raz. Zawsze wymyślała jakąś wymówkę, a ja po prostu odpuszczałem.
- Pomogę panu. Sądzę, że to sprawa wyjątkowa i bardzo delikatna. Osobiście się nią zajmę.
*miasteczko wymyślone na potrzeby opowiadania.